Umieram.
Boże, ile to słyszy się o śmierci! Otacza nas: pełno jest niej na pierwszych stronach gazet, w wieczornym wydaniu wiadomości albo w transmisjach radiowych. Wypadki drogowe, ataki terrorystyczne, choroby. Gdyby się dobrze zastanowić, śmierć cały czas nam towarzyszy – jest obok jak dobry, cichy przyjaciel, zawsze gotowa… i zawsze z otwartymi ramionami.
Ale umrzeć, to już zupełnie co innego. Nikt nie chce umierać. Nikt nie jest na to gotowy. Czytamy więc w gazecie, że pewien szalony mężczyzna wyciągnął karabin i zastrzelił siódemkę angielskich turystów, a potem myślimy: „to mnie nie dotyczy”.
„To mi nie grozi” – tak właśnie myślimy, prawda?
Wendy siedzi przy moim łóżku i trzyma mnie mocno za rękę. Otwieram oczy, przyglądając się najpierw jej długim, chudym palcom, a później wiodąc wzrokiem po niebieskiej plątaninie żył widocznych pod skórą.
- Co ty ze mną zrobiłaś? – Chrypię. Moje słowa brzmią bardziej niż niezrozumiale, język mam szorstki jak pumeks.
Wendy drży. Jej wzrok jest nieobecny, gdy pochyla się nade mną i wyjmuje mi poduszkę spod głowy.
- Chyba cię zabiłam – szepnęła. – Chyba to właśnie zrobiłam, prawda?
Nie walczę już. Naszpikowane morfiną ciało nie jest w stanie stoczyć kolejnej batalii, a umysł – choć wcześniej jasny – teraz łagodnie osuwa się w niebyt.
Wówczas Wendy zdejmuje mi z palca elektroniczny klips i przez ułamek sekundy salę wypełnia dźwięk alarmowy. Dziewczyna jednak wtyka klips na własny palec i pielęgniarka dyżurna wraca do czytania kolorowego magazynu dla amatorów fotografii.
- Powiedz mu… - szepczę jeszcze, ale Wendy kręci głową.
- Cii – mruczy miękko. Pochyla się, całuje mnie w oba policzki. Jej spojrzenie jest płaskie, gdy przytyka poduszkę do mojej twarzy.
Umieram więc.
Umieram.
I tylko Bóg wie, że to nie jest koniec mojej historii, śmierć bowiem – och, śmierć to czasami najlepsze, co może spotkać człowieka.
genialne !! jak Ty to robisz ? czekam na kolejną część i dodaje do linek <3
OdpowiedzUsuń